Praca na krokach AA

Zaczynam pracę na 12 krokach AA. Czuję, że bez tego, dalej nie zabrnę. Mam sponsora, którego zaleceniem dla mnie jest prowadzenie dziennika rzeczy, za które jestem wdzięczny każdego dnia.

Dzisiaj jestem wdzięczny za:

-uczucie tęsknoty – kiedy dziś rano obudziłem się i nie było w domu harmidru spowodowanego przez dzieci. Spali dzisiaj u babci. Uświadomiło mi to, jak bardzo kocham ten gwar.

-naleśniki, które zrobiła M.

-cierpliwosc M. do mojej osoby, bywam ostatnio nieznosny, nie wiem czy sam bym ze sobą wytrzymal. Stad miedzy innymi, decyzja o pracy na krokach.

-czas spedzony w lesie na grzybach, to jedna z tych rzeczy, ktora kojarzy mi sie ze szczesliwymi chwilami w dziecinstwie

-popoludniową zabawę z dziecmi, ich glosny smiech upewnia mnie, że nie jestem jakims bardzo zlym ojcem.

 

Już był w ogródku, już witał się z gąską, kiedy skok robiąc…

Rozczarowanie, żal, chwilowa utrata wiary w siebie. Chciałem zmienić pracę, państwówka, 8h.. blisko, zarobki satysfakcjonujące. Nic w sumie nie mogło się nie udać, ale jednak zostałem odrzucony na jednym z etapów rekrutacji. A już sobie wszystko układałem w głowie, wymyślałem.. na co ja znajdę czas, jak będzie fajnie być codziennie w domu, mieć więcej pieniędzy i kto wie, może zdecydować się na kolejne dziecko.. I wszystko to jak krew w piach. Nie poddaję się, szukam dalej :)

O tęsknocie.

Zdarza mi się tęsknić… Za młodością – kiedy widzę swoje włosy pokrywające się siwizną, za samotnością – kiedy jestem tak zmęczony, że mam ochotę tylko się położyć.. a żona z dwójką dzieci na rękach prosi mnie jeszcze o to i tamto, za byciem zabezpieczonym finansowo – kiedy po raz kolejny okazuje się.., że te kilka tysięcy które udało się odłożyc nie wystarczy na zakończenie remontu domu. Za wieloma rzeczami tęsknię. Za niezależnością, za odwagą na to, żeby rzucić wszystko i wyruszyć w podróż życia co wiąże się u mnie ze zbyt dużym poczuciem odpowiedzialności. Za otwartością na innych ludzi, w tym rodzinę..

Mam takie momenty.. to zdaje się nic złego. Ale uwiera. Jak dziś.

Normalność pozorna.

Wychowanie 3 letniej niemal pannicy przysparza mnie o ból głowy! Z małej kochanej istotki zmieniła się w małego potworka i nie przegadasz jej jak się na coś uprze. Płacze, szczypie, bije.. byleby tylko postawić na swoim. Cóż, sam sobie jestem winien – rozpieszczałem jak mogłem to teraz zbieram plony. Nie to że nie narzekam :) Tak jest i akceptuję ten stan rzeczy, wiem na czym powinienem się skupić w najbliższym czasie w relacjach z Emilą po prostu. Za tydzień idzie do przedszkola, a ja sram po gaciach bo nie wiem czy sobie poradzi. Tzn wiem, że tak. Tylko że.. wychodzą moje strachy zaszczepione mi przez moją matkę. ‚Czy będzie lepsza, czy gorsza od innych.’ Ocenianie. Nie chcę tego robić, ale ten nawyk jest  tak głęboko wryty w moje ‚ja’, że najpierw działam, później dociera do mnie, że nie powinienem.

I takich wewnętrznych sporów, łapanek siebie za uszy miewam chyba aż za dużo. Także w innych kwestiach. Zapewne pomogła by mi na nie terapia DDA, na którą miałem zamiar wrócic jeszcze do niedawna.. Ale nie wracam, bo warunki finansowe i rychłe narodziny syna sprawiają, że muszę wyjechać za granicę na kontrakt. I znowu konflikty wewnętrzne. 4 miesiące poza domem, bez dzieci, bez żony.. Po to żeby były pieniądze, które tak na prawdę nie dają szczęścia tylko zniewalają i to szczęście zabierają. Ale moje wewnętrzne przekonania ‚prawdziwy facet musi dbać o bezpieczeństwo finansowe najbliższych’ zmusza mnie do wyjazdu.

 

I tak kręci się. Człowieczy los.

Myślę, że się powoli godzę sam ze sobą.

Coś jak scalanie, żmudne to, bardzo.
Nowowartościowanie, przemeblowywanie, przymierzanie.. To w głowie i uczuciach. Najważniejsze, że jest motywacja, że widać zmiany, postęp!

W życiu – będę miał syna :)
To 5 miesiąc już i dopiero do mnie dociera ta ciąża :) no ale w końcu jestem, kurewsko przerażony :D



Kim jestem?

Albo inaczej. Kim byłem, jaki byłem.. Zanim rodzice, nauczyciele, telewizja, świat.. ja sam.. zakułem w kajdany i zepchnąłem w otchłań niepamięci swoje talenty, osobowość, moje PRAWDZIWE JA..?

Czeka mnie podróż, której obawiam się i którą odwlekam. Ze strachu. Co tam znajdę? Ale.. chcę to zrobić, dotknąć tego i dowiedzieć się jaki jestem, poznać siebie, odkryć na nowo.

Dla siebie samego. Dla mojej żony i córki.

Aby wybaczyć.. sobie i Tobie świecie.

…..

Poryczałem się wczoraj u terapeuty. No kurwa, ja, ja się poryczałem. Nie jakoś mocno czy coś, ale mi poleciało, coś pękło. Chyba dobry znak. Chyba coś się dzieje.
Nadal nie mam odwagi, żeby zmierzyć się z tym, spisać to tutaj i zostawić. Układam to w głowie i oglądam co mi to robi – może za jakiś czas spróbuję to przelać w formie treści jakiejś.

DDD cd..

Napisałem ostatnio, że punkty z przeszłości łączą mi się w całość. Poszedłem dalej.

Moje problemy z matką wynikają z tego, że ona wychowywała się z alkoholikiem w domu i tego, że straciła swoją matkę w wieku 14 lat. Czyli nie miała zdrowo funkcjonującej rodziny, przejęła odpowiedzialność za dom (miała samych braci) i gotowanie jako jedyna kobieta. Ciężko mi przychodzi usprawiedliwianie jej w ten sposób. Ciężki temat w ogóle.

Muszę się z tym zmierzyć, wiem o tym, ale nie dziś. :/

DDD, DDA? Daaamn..

Docierało 5 lat i dotarło.

Jestem DDD czy tam DDA.. Wszystkie punkty zostały połączone. Opowieści na grupie ‚Konstruktywnego JA’.. Poczułem z tymi osobami niesamowitą jedność, wzruszenie.. i ulgę, że nie tylko ja się mierzę z ustawicznym strachem i niską samooceną.

Wiele pracy przede mną. :) Najważniejsza jest świadomość, to, że w końcu mogę zamknąć ten chaos życiowy w słowie. DDA.

Daaaamn.. :)